Obserwuj w Google News

Ciemna strona seksbiznesu. „Prostytucja nie jest łatwą drogą do wielkich pieniędzy”

8 min. czytania
03.03.2023 14:54
Zareaguj Reakcja

– Badania i analizy pokazują, że w krajach, w których prostytucja jest legalna, np. w Niemczech i w Holandii, sytuacja kobiet w przemyśle seksualnym staje się dużo trudniejsza – mówi Katarzyna Damps, członkini feministycznego Stowarzyszenia Bez, które niesie pomoc osobom pokrzywdzonym przez prostytucję. – To rozwiązanie prawne przynosi korzyści przede wszystkim sutenerom i stręczycielom. Wówczas granica pomiędzy handlem ludźmi a oferowaniem im „pracy” zaczyna się niebezpiecznie zacierać – dodaje Marlena Bułanow.

Ciemna strona seksbiznesu
fot. shutterstock

Monika Janusz, RadioZET.pl: Feministyczne Stowarzyszenie Bez stoi w kontrze do narracji o prostytucji, którą przyjmuje obecnie większość środowisk feministycznych. Sprzeciwiacie się normalizacji tematu i uznania prostytucji za zwykłą pracę.

Katarzyna Damps: Według nas nie można mówić o prostytucji, nie podejmując jednocześnie wątków przemocy, wyzysku i dyskryminacji. Jesteśmy stowarzyszeniem, które czerpie z feminizmu marksistowskiego i radykalnego. Zgodnie z założeniami tych nurtów uważamy, że prostytucja jest metodą opresji. W żadnym z nich przemysł seksualny nie funkcjonuje w kategoriach pracy. Obecnie w nurtach liberalnych następuje przemiana, o której mówisz. Jednak z naszych obserwacji wynika, że nie jest ona kompletna i rozgrywa się głównie na poziomie językowym.

A wy jako stowarzyszenie jak podchodzicie do zmian w terminologii, którą proponują i promują niektóre środowiska feministyczne? Jesteście za tym, by prostytucja nazywana była „pracą seksualną” lub „seksworkingiem”?

Katarzyna: Za tą zmianą najczęściej nie idzie żadne faktyczne wsparcie kobiet piętnowanych ze względu na to, że tkwią w prostytucji, ani też żadne sensowne rozwiązanie prawne, które mogłoby wpłynąć na jakość ich życia. Zmiana językowa w wymiarze społecznym niewiele nam daje. Rzeczywiście słowo prostytutka jest w wielu środowiskach nacechowane negatywnie, dlatego my proponujemy określenie „kobieta z doświadczeniem prostytucji”. Zdejmuje to piętno z kobiet, które tkwią w tym środowisku, ale jednocześnie podkreśla, że seks nie jest pracą.

Marlena Bułanow: Właściwie cały czas szukamy słów, których jako stowarzyszenie chcemy używać. Sprzeciwiamy się natomiast określeniom „seksworkerka” czy „pracownica seksualna”, ponieważ takie nazewnictwo stawia nacisk na to, że prostytucja jest „zwykłą pracą”.

Katarzyna: Poza tym wiele osób, które doświadczyły prostytucji również myśli w ten sposób. Kobiety tkwiące w tym środowisku często sprzeciwiają się eufemizacji, która teraz nagminna jest w mediach i social mediach. Te osoby po prostu nie chcą, żeby wyzysk i przemoc, których doświadczały czasami przez lata, były nazywane „ładniej”. Wolą nazywać rzeczy wprost, nawet jeśli jest to trudne. Same mówiąc o sobie, często wybierają właśnie określenie prostytutka.

Redakcja poleca

W Europie w organizacjach kobiecych od lat toczy się debata, czy legalizacja prostytucji pomoże kobietom, które jej doświadczają. Wy sprzeciwiacie się takiemu rozwiązaniu.

Katarzyna: Badania pokazują, że w krajach, w których prostytucja jest legalna, m.in. w Niemczech czy w Holandii, sytuacja osób w przemyśle seksualnym jest pod wieloma względami dużo trudniejsza. Kobiety, które doświadczają prostytucji, nadal są piętnowane. Nadal zrzuca się na nie odpowiedzialność za większość grzechów tego przemysłu.

Niemcy są bardzo dobrym przykładem, że to rozwiązanie prawne kuleje. Wprowadzenie go może nawet wynikać z dobrych intencji i chęci pomocy osobom w prostytucji, ale niestety nie przynosi określonych i oczekiwanych rezultatów. Nie chroni też osób, które na co dzień mierzą się ze stygmatyzacją. Dziś w Niemczech dochodzi już właściwie do systemowej przemocy względem osób pracujących w przemyśle seksualnym.

Marlena: Warto zaznaczyć też, że legalizacja prostytucji nie wspiera kobiet, które w niej tkwią, ale promuje przede wszystkim interesy sutenerów, stręczycieli i kuplerów, czyli osób czerpiących zyski ze sprzedawania seksu przez inne osoby. Ci ludzie biorą udział w handlu seksem, więc też są poniekąd uczestnikami tego przemysłu, a ich działania wraz z legalizacją stają się legalne. Wówczas granica pomiędzy handlem ludźmi a oferowaniem im „pracy” zaczyna się niebezpiecznie zacierać.

Jeśli twój feminizm sprawia, że sutenerzy się cieszą, robisz to źle” – można przeczytać u was w jednym z postów na Instagramie.

Katarzyna: Dokładnie. Ponadto legalizacja prostytucji „wkłada ją” w kontekst rynku pracy i sprawia, że zasady, które tym rynkiem rządzą, zaczynają mieć zastosowanie również w jej przypadku. W kapitalizmie mówi się o niepisanych zasadach: „klient ma zawsze rację”, „płacę to wymagam”. Przełożenie takiego rozumowania o usłudze na rynek seksualny, powoduje ogromne niebezpieczeństwo.

Dochodzą też do tego zasady konkurencji, które sprawiają, że coraz więcej osób musi przesuwać swoje granice, proponować szerszy wachlarz usług, często niebezpiecznych dla swojego ciała i zdrowia. Wszytko, by obracać się w coraz bardziej konkurencyjnym środowisku.

A jak odpowiecie na zarzut, często zresztą przytaczany przez środowiska feministyczne normalizujące temat prostytucji, który mówi, że każda kobieta ma prawo wykorzystywać swoją seksualność tak, jak chce.

Katarzyna: Szacuje się, że około 86-90 proc. kobiet, które znajdują się w prostytucji, chciałyby z niej wyjść. Nie przeczymy, że niektóre osoby wchodzą w ten biznes dobrowolnie, ale jest to naprawdę bardzo niewielki procent ogółu. Nie możemy skreślać represjonowanej większości, która doświadcza przemocy lub krzywdy, na rzecz mniejszości, często uprzywilejowanej finansowo.
Marlena: Z naszych doświadczeń wynika też, że kobiety doświadczające prostytucji to często osoby ubogie. Wiemy też, że do przemysłu seksualnego trafiają często uchodźczynie. Zdarza się, że kobiety te nie mają środków do życia lub nawet stabilnej sytuacji mieszkaniowej i dlatego decydują się pójść tą drogą. My staramy się reprezentować właśnie te kobiety, podczas gdy środowiska liberalne często przedstawiają prostytucję jako szybką i prostą drogę do wielkich pieniędzy.

Katarzyna: Ubóstwo odgrywa tu bardzo dużą rolę, ale w historiach osób, które się z nami kontaktują, często pojawia się także aspekt psychologiczny. W prostytucję często „wchodzą” osoby, które mają za sobą traumatyczne przeżycia: molestowanie, przemoc w rodzinie, w związku partnerskim. Chociaż mogłoby się wydawać, że jeśli jakaś osoba doświadcza przemocy, to w przyszłości będzie od niej uciekać, nie zawsze tak jest.

Kobiety, które były ofiarami przemocy seksualnej, zwłaszcza w młodym wieku, często wpadają w tzw. hiperseksualizację. Seksualność staje się dla nich dominującym obrazem osobowości. Nie potrafią od niej uciec i na jej podstawie budują swoją samoocenę.

Marlena: Mechanizmy przez które kobiety wchodzą w prostytucję, są bardzo skomplikowane. Poznając historie i doświadczenia przetrwanek, czasami nawet nam trudno jest zrozumieć te zagmatwane procesy, które mają zarówno wymiar jednostkowy, jak i społeczny. Dlatego właśnie sprzeciwiamy się narracji, która przedstawia prostytucję jako wolny i świadomy wybór. To duże i krzywdzące uproszczenie.

Stowarzyszenie Bez mizoginii, wyzysku, przemocy to feministyczna organizacja zajmująca się pomocą i wsparciem osób wychodzących z przemysłu seksualnego
fot. fot. archiwum prywatne Stowarzyszenia Bez

Zobacz również:  26-latka z niepełnosprawnością zmuszana do prostytucji. Koszmar ciągnął się latami

Słuchacie historii kobiet, które chcą wyjść z prostytucji. Czego takie kobiety najczęściej potrzebują?

Marlena: Pomoc takim osobom jest długim i skomplikowanym procesem, w którym trzeba wziąć pod uwagę bardzo wiele różnych aspektów. Jest to działanie, które wymaga czasu i cierpliwości. Nie ma jednego prostego i szybkiego rozwiązania.

Katarzyna: Dlatego formy pomocy, które oferujemy są bardzo różnie. Kiedy zgłasza się do nas kobieta, która chce wyjść z przemysłu seksualnego, podaje nam podstawowe informacje, którymi się kierujemy. To na ich podstawie proponujemy odpowiednią formę pomocy. W zależności od sytuacji może być to wsparcie finansowe, psychologiczne, czy też lekarskie, głównie ginekologiczne. Wspieramy kobiety też w poszukiwaniu nowej pracy oraz miejsc zamieszkania.

Marlena: Na każdym z tych etapów ważna jest jednak rozmowa i wsparcie doraźne. Nie zostawiamy osoby, która poprosiła nas o pomoc samej sobie. Staramy się wciąż mieć z nią kontakt, słuchać jej i jeśli tego potrzebuje, również jej doradzać. Obecność jest kluczowa, bo dzięki niej te osoby wiedzą, że mają wsparcie w „drodze wyjścia” i nie są oceniane. Czują się bezpieczne i „zaopiekowane”. Po tym, co je spotkało to bardzo ważne.

Rozumiem, że historie, z którymi się spotykacie, są przykre i wypełnione cierpieniem. Jednak w mediach w ostatnim czasie pojawia się coraz więcej materiałów, które mają na celu przedstawienie zupełnie innego obrazu prostytucji. Podam przykład, który zdobył popularność w sieci. Gościnami Agaty Młynarskiej w programie „Bez tabu” były trzy dziewczyny zajmujące się pracą seksualną. Opisując swoje doświadczenia podkreślały, że seksworking może dawać po prostu przyjemność i satysfakcję – również cielesną. Jaki jest wasz stosunek do tego typu polemicznych głosów?

Marlena: Nie negujemy doświadczeń tych osób, nie staramy się im zaprzeczać. Akceptujemy to, że jest jakiś procent kobiet, którym prostytucja może sprawiać przyjemność.

Katarzyna: Rozumiemy też, dlaczego takie treści pojawiają się w mediach. Są chwytliwe, kontrowersyjne, szokują, więc łatwo jest je „sprzedać” odbiorcom. Uważamy jednak, że takie przedstawianie tematu jest szkodliwe. Do głosu dopuszcza się kilka uprzywilejowanych kobiet, czyniąc z nich reprezentantki zbiorowości i nie wprowadzając polemiki. Dochodzi w ten sposób do zagarnięcia przestrzeni i narracji. Tymczasem musimy uświadomić sobie, że to są pojedyncze przypadki. Większość osób trwających w prostytucji nie ma podobnych doświadczeń.

Marlena: Przez takie wypowiedzi młodym dziewczynom może się wydawać, że prostytucja to tylko łatwy zarobek i przyjemna praca. Dziewczyny decydują się pójść w ten świat, a później okazuje się, doświadczenia projektowane przez jednostki w mediach nijak mają się do rzeczywistości.

Postulujecie wprowadzenie w Polsce modelu nordyckiego. Zakłada on między innymi karanie klientów za kupowanie usług seksualnych.

Marlena: Dzięki temu znacząco podnosi się poziom bezpieczeństwa kobiet w prostytucji. Poprzez kryminalizację osób kupujących seks, spada zainteresowanie podobnymi usługami, a razem z nim także popyt. Mężczyźni zaczynają się po prostu bać. Poza tym społeczna odpowiedzialność za prostytucję przesuwa się z kobiet, które w niej tkwią, na mężczyzn, którzy z niej korzystają. Oni zaczynają być piętnowani, bo działają wbrew prawu.

Katarzyna: W modelu nordyckim za rozwiązaniami prawnymi idzie również edukacja i poszerzanie świadomości społecznej. Otwarcie i głośno mówi się o prostytucji w kategoriach przemocy i podkreśla się, że jest to rozwiązanie, które podtrzymuje patriarchalne wartości i wzmacnia je. Zakazanie kupowania seksu jest ważne, ale w tym przypadku wiąże się z konkretnym wsparciem systemowym.

Marlena: Warto zaznaczyć, że w modelu nordyckim prostytucja nie jest kryminalizowana, więc kobiety, które w niej tkwią, nie muszą obawiać się, że zostaną prawnie ukarane. Takie rozwiązanie stwarza dla kobiet bezpieczne warunki do wyjścia z przemysłu seksualnego i kładzie nacisk na konieczność systemowej pomocy przetrwankom ze strony państwa.

Przeciwnicy modelu nordyckiego uważają jednak, że jeżeli zamkniemy możliwość korzystania z usług seksualnych, to nie znikną osoby, które mają takie potrzeby, a dotychczasowi klienci zaczną sięgać po rozwiązania niezgodne z prawem. To z kolei wpłynie na rozrost podziemia, a codzienne bezpieczeństwo kobiet spadnie. Jest się czego bać?

Katarzyna: To bardzo niebezpieczny zarzut. Według niego mężczyźni są niezdolni do kontrolowania swojego popędu, a seks jest prawem każdego człowieka. Możemy wyrażać swoją seksualność i dbać o nią na wiele różnych sposobów, które nie zakładają odpłatnego korzystania z czyjegoś ciała.

Poza tym, jeśli mówimy, że zamknięcie możliwości korzystania z usług seksualnych zmniejszy bezpieczeństwo na ulicach, zakładamy, że prostytutki to pewna grupa kobiet, na których można „rozładowywać” napięcie seksualne po to, by nie robić tego na innych kobietach.

To mizoginistyczny i klasistowski koncept, który dzieli kobiety na dwie grupy: „normalne”, które należy chronić, oraz prostytutki, na których można się wyżyć.

Marlena: Warto też zauważyć, że sposób myślenia o prostytucji w Polsce jest pod wieloma względami podobny do tego, który niesie za sobą kryminalizacja korzystania z prostytucji. Obecnie kupowanie seksu nie jest w Polsce uregulowane prawnie i funkcjonuje właśnie w tzw. szarej strefie. Trudno mi wobec tego wyobrazić sobie, jak obecna sytuacja po wprowadzeniu modelu nordyckiego mogłaby zmienić się na gorsze…

No właśnie, Polska jest gotowa na model nordycki?

Marlena: To jest bardzo szeroki, ale nie nierealny program społeczny. Polsce na pewno bliżej jest do modelu nordyckiego niż na przykład Holandii czy też Niemcom. Zmiany w prawie nie byłyby aż tak duże. Prostytucja nie wzmacnia przecież obecnie budżetu państwa. Jeśli chodzi o mentalność, to chyba nigdy nie będzie idealnego momentu.

Katarzyna: Dokładnie. Jeśli za każdym razem, planując krok w przyszłość, czekalibyśmy na zunifikowaną gotowość społeczną, to nadal mentalnie tkwilibyśmy w XV wieku. Nigdy nie doczekamy się sytuacji, w której głos społeczeństwa będzie równy, jasny i harmonijny. Zawsze znajdzie się jakieś „ale”.

Marlena: Natomiast postulaty zawarte w modelu nordyckim w wielu państwach europejskich stają się coraz bardziej popularne. W państwach takich jak Islandia, Norwegia i Szwecja funkcjonują już prawnie, więc zmiana mentalna na świecie jest w toku. W Polsce też już się rozpoczęła. Między innymi dzięki nam.

ciemna strona seksbiznesu
fot. shutterstock

*Stowarzyszenie Bez mizoginii, wyzysku, przemocy to feministyczna organizacja zajmująca się pomocą i wsparciem osób wychodzących z przemysłu seksualnego, działalnością edukacyjną na temat jego szkodliwości oraz promocją postulatów modelu nordyckiego.

RadioZET.pl